**Rozdział I** Obudziłam się spocona. Znajdowałam się w swoim pokoju w Moorland. Postanowiłam wybrać się na poranną przejażdżkę. Udałam się do stajni w której stał mój koń, Magichorse. Kiedy wkroczyłam do jego boksu zarżał na przywitanie. Uśmiechnęłam się pod nosem. Magichorse był moim przyjacielem. Jedynym, którego nosiłam w sercu. Kiedy skończyłam go pielęgnować i siodłać, wskoczyłam na jego grzbiet i postanowiłam pojechać na Półwysep Południowego Kopyta. W końcu tam się znajdowałam we śnie. Czułam, iż półwysep mnie wzywa. MUSIAŁAM tam pojechać. Udałam się do Fortu Pinta i skierowałam konia na prom. Po pół godzinie prom przybił do brzegu półwyspu. Zeszliśmy z promu, ominęliśmy farmę, pojechaliśmy dalej. Nagle usłyszałam znajomy dźwięk. Tętent kopyt... Rozbrzmiewał w mojej głowie. Nie mogłam ustalić, z której strony pochodzi. To było zbyt trudne. Półwysep otoczył Ogień.