**Rozdział II** Zobaczyłam stado dzikich koni. Wyglądały zupełnie zwyczajnie - nie miały nic z Ognia. Jednak nagle Przywódca przemienił się w Ognistego konia. Patrzyłam na niego zdziwiona i przestraszona. Wyglądał wspaniale, jednak nigdy nie widziałam takiego rumaka! Biegł przed siebie, jego majestatyczna grzywa powiewała. Postanowiłam zbliżyć się do mustanga. Położyłam się płasko na moim jedynym koniu i czekałam. Nagle koń znalazł się w zasięgu ręki. Dotknęłam jego grzywy, jednak natychmiast ją puściłam. Na ręce miałam duże, szarawe oparzenie. Jęknęłam, gdyż ból we mnie pulsował. Nie udało się. Stado odbiegło. Westchnęłam. Popatrzyłam na rękę Sączyła się z niej krew, a moja twarz powoli bladła. Po chwili moje oczy się zamknęły i upadłam.