Meteor położył uszy po sobie, rżąc z przerażenia. Linda zaparła się w strzemionach. — Jeśli mamy tam spaść, to razem. — pomyślała, szukając chociażby drobnej skały do oparcia rąk. — Spokojnie, Meteorze.. — wyszeptała do swojego wierzchowca, starając się go uspokoić. Wiedziała, że jest on z charakteru łagodny, spokojny i oddany, jednak w tej chwili przypominał przeciwieństwo samego siebie. Podczas gdy wciąż spadali dość szybko, Linda miała wrażenie, jakby ciągnęło się to przez wiele dni, gdy trwało jedynie niecałą godzinę. Popatrzyła na niebo. Wpatrywała się w chmury, które wydawały się błąkać w oceanie ciemności. W tej samej chwili piorun oświetlił niebo, a w jej oczach pojawiła się wizja. Tak samo, jak zaledwie dwie godziny wcześniej, obrazy przemigały jej przed oczami. — Wchodzimy po schodach, docieramy do Doliny Złotych Wzgórz... — urwała, ponieważ wizja się skończyła. Jednak w tej wizji coś ją zaniepokoiło. Sama nie wiedziała, co to było i dlaczego wywołało w niej niepokój, lecz wolała o tym nie myśleć. Zmęczona, przerwała rozmyślania i położyła się na grzywie Meteora. Chwilę później zasnęła. Obudziła się, czując, jak powoli spada. Zanim zdołała otworzyć oczy, leżała na ziemi. — Meteor..? — szepnęła, otwierając oczy. Jej koń, słysząc Lindę, podbiegł do niej i trącił jej twarz pyskiem. Ona wstała i rozejrzała się po miejscu, w które wylądowali. Nie był to koniec świata, jaki przepowiedziała jej poprzednia wizja, lecz cieszyła się na tą myśl. Otrzepała spodnie z ziemi i w tej samej chwili zauważyła schody. Przypomniała sobie wizję, którą otrzymała wczoraj wieczorem. Murowane stopnie wyglądały dokładnie tak samo, jak w wizji. Dziewczyna, nie zwlekając, zdjęła Meteorowi z szyi wodze i poprowadziła go w stronę schodów. Zmartwiła się, że jej przyjaciel nie wejdzie na górę razem z nią.. Szybko jednak powstrzymała łzy i podeszła do pierwszego stopnia schodów. Meteor prychnął, a ona go pogłaskała. Już miała go pożegnać, gdy zauważyła płaskie wejście koło schodów. — Pewnie nie wejdziesz tędy co ja, ale tamtędy możesz pójść! — powiedziała do Meteora, który wydawał się oburzony tym, że będzie musiał wchodzić po schodach, jednak kiedy usłyszał słowa wypowiedziane przez dziewczynę, rozluźnił się. Linda, trzymając wodze, ruszyła, a jej wierzchowiec zrobił to samo. Po chwili ujrzeli Dolinę Złotych Wzgórz. — Jak tu cudnie... — westchnęła z mieszanką zachwytu i zazdrości Linda. Usiadła na polu i położyła się na nim, zmęczona wędrówką. Meteor położył się koło niej, a ona zasnęła.
⇢⇢ᵇʸ ᵈʳᵉᵃᵐᵉˡˡʸ⇠⇠