Deszcz bębnił delikatnie w stary drewniany dach. Kasztanowa Łapa leżał wygodnie w miękkim i ciepłym legowisku, gdy nagle poczuł ciężar spadający na niego. Wydał niezadowolony jęk i przewrócił się na drugi bok by zwalić z siebie kotkę. -Kasztanowa Łapo! Wstawaj! Idziemy na trening. -Ale mi się nieeeee chcę- ziewną nie otwierając oczu- I tak treningi ze Lśniącym Irysem są zawsze takie nu- -Jakie są moje treningi?-Odezwał się nowy głos- Wkładam całe swoje serce w te treningi, a ty mówisz że są NUDNE?- powiedział biały kot robiąc teatralną pozę. -Ch-chodziło mi o to że są niesamowicie ciekawe.- Odparł mały brązowy kocurek -Mam nadzieję-mrugną do mniejszego swym niebieskim jak morze okiem-Chodź już maluchu -Hej! Nie jestem już kociakiem.-oburzył się kasztanowa łapa -Ale zachowujesz się jak jeden- odparła ze śmiechem nachmurzona łapa, która wciąż leżała koło niego na posłaniu -zdrajca- wymamrotał do siebie kocur wstając z posłania i podchodząc do swojego mentora. Nachmurzona łapa poszła za nimi. Jej mentorka została zabita przez lisy więc tymczasowo została uczniem Lśniącego Irysa. Trójka kotów zeskoczyła z półki, która jest legowiskiem uczniów i wylądowała na podłodze starej chaty dwunożnych. To właśnie był obóz klanu Dyni. Było cieplej niż na dworze, a dodatkowo dach chronił przed deszczem. Niestety inne klany uznały to za sprzeczne z kodeksem wojownika i zaczęły mówić na klan dyni plemię dyniowych pieszczochów. Kasztanowa łapa zawsze uważał że po prostu im zazdrościli; odkąd przenieśli swój obóz tutaj, umarł tylko jeden kociak. Mentor i jego uczniowie wyszli na dwór, na szczęście deszcz przestał już padać i tylko od czasu do czasu kropelki wody spadały z drzew i uderzały w ziemię. -Lśniący Irysie czego niby mamy się uczyć w taką pogodę? Wszędzie jest błoto.- Narzekał Kasztanowa Łapa -Przystosowywania do różnych warunków. Przecież w porze opadających liści klan jeszcze bardziej potrzebuje pożywienia, a jeśli chcecie zostać wojownikami musicie je umieć upolować. W dodatku inne klany mogły by chcieć nas zaatakować właśnie teraz, bo myślą że nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiego środowiska. Rozumiecie już? -Tak-odpowiedział Kasztanowa Łapa myśląc o tym jak okropnie było by walczyć w tym zimnym i mokrym błocie. -To co będziemy robić?- Nachmurzona Łapa podskakiwała z podekstytowania, wiedziała że ich mentor wymyśli coś zabawnego -Zobaczycie- powiedział kocur i uśmiechnął się lekko ~~~~~~ Brązowa maź była wszędzie. Kasztanowa łapa czołgał się z sercem bijącym w szaleńczym tempie. W pysku trzymał martwego gołębia. Czemu musiał być uczniem akurat tego kota? Przecież on jest szalony! Usłyszał za sobą szelest liści i odwrócił się. Biała sylwetka ukrywała się wśród krzaków. Przerażony przyśpieszył jeszcze bardziej. Biegł jakby od tego zależało jego życie. Nagle poczuł słaby zapach myszy. Nareszcie! Zatrzymał się na chwilę i powęszył. Zapach był przytłumiony, jakby czymś przykryty, ale dzięki ostatniemu treningowi umiał ustalić w którą stronę powinien iść. Jednak zastanowił się przez chwilę. Nigdzie nie czuł Nachmurzonej łapy. Może poszła po mojego gołębia?- pomyślał- Dobrze że o tym pomyślałem. Uśmiechną się do siebie z martwym gołębiem między zębami, nikt przecież nie mówił że nie może go mieć przy sobie, i pobiegł na polankę z której dobiegał zapach. Zaczął kopać myśląc że już wgrał gdy nagle coś na niego skoczyło. To kotka, jak dotąd schowana pod błotem i liśćmi by nie mógł jej wyczuć, rzuciła się na niego i co chwila okładała go łapami bez wysuniętych pazurów po pysku. -Bardzo dobrze!- z krzaków wyszedł biały kocur-Świetna zasadzka Nachmurzona łapo! Wygrałaś! Szara kotka zeskoczyła z Kasztanowej Łapy i uśmiechnęła się szeroko. -Haha znowu wygrałam! -To nie fer. Nawet nie ruszyłaś się z miejsca podczas gdy ja tarzałem się w błocie! -No cóż, po prostu jestem mądrzejsza. -Nie mów tak Naburmuszona Łapo, gdyby Kasztanowa Łapa podszedł z drugiej strony zauważył by cię i łatwo z tobą wygrał. A zrobiłby tak gdybym mu nie przeszkadzał w drodze. Tak więc gdyby to nie były by ćwiczenie pewnie byś przegrała. -Ach... chyba muszę bardziej poćwiczyć maskowanie -A ja muszę więcej myśleć podczas walki- westchną Kasztanowa Łapa- brrrry ale tu zimno. Wracamy już? -Tak maluchy chodźcie- Powiedział Lśniący Irys idąc w krzaki- A właśnie, Kasztanowa Łapo weźmiesz upolowane zwierzynę i nas dogonisz proszę? -Tak jasne już idę- powiedział i odwrócił się w stronę polanki. Wziął w zęby dwa zwierzęta i już chciał wracać gdy poczuł dziwny zapach. To zapach krwi! Obrócił się by zawołać mentora ale jego już nie było. Tak więc sam pobiegł w kierunku zapachu, dotarł do jakiejś nory i ostrożnie zajrzał do niej. To co tam zobaczył sprawiło że zachciało mu się wymiotować. -P-proszę pomóż mi...
Tak więc ten trening który mieli to takie coś jak gra we flagę, chodzi w niej o to by zdobyć zwierzynę przeciwnika, która najczęściej ukryta jest w obozie przeciwnika choć nie musi być, lub wygrać z nim podczas bitwy, ten kto pierwszy znajdzie zwierzynę przeciwnika wygrywa. Dodatkowo Lśniący Irys był patrolującym, jego zadaniem był po prostu przeszkadzać kotom kiedy są na drodze pomiędzy obozami, kiedy patrolujący cię złapie automatycznie przegrywasz. Mam nadziej że choć trochę zrozumiale to napisałam i że podobał wam się pierwszy rozdział :3 Prolog/ Poprzednia część: https://scratch.mit.edu/projects/905664513/ Następna część: https://scratch.mit.edu/projects/907694201/