Krew pokrywała ściany nory. Pierwszym co przykuło uwagę Kasztanowej Łapy było ogromne ciało stwora leżące po lewej stronie. Wyglądał trochę jak pies ale był dużo większy. Obok niego leżał martwy kot z rozprutym gardłem i krwią wylewającą się z boku. Lecz najbardziej przerażającą rzeczą w tym pomieszczeniu była czarno-czerwona kupa futra zmiażdżona tak że widać było wnętrzności wychodzące z brzucha. -Błagam... Moje kociaki p-pomóż im- wycharczał kot leżący tuż przy wejściu. -Ja- tak jasne, tylko... poczekaj chwilę. Proszę. Musisz tylko poczekać a uratujemy i ciebie i twoje kociaki-Powiedział spanikowany Kasztanowa Łapa. Bardzo chciał pomóc temu kotu i wiedział że jeśli teraz go zostawi są małe szanse na to że przeżyję, ale nie był medykiem więc i tak sam nic nie mógł zrobić- Za chwilę wrócę! Proszę przeżyj! Dla swoich kociaków!- krzykną i popędził w stronę obozu. Wbiegł do chaty jak oszalały. -Jabłkowa Iskro! Szybko! Kot! W lesie. Za mną!- wydyszał. Brązowa kotka przez chwilę patrzyła na niego otępiała, lecz kilka sekund później już biegła ramie w ramie z Kasztanową łapą przez las. -Co się stało?!- spytała medyk próbując przekrzyczeć wiatr -Znalazłem dwa martwe koty i wielkiego psa -przerwał by wziąć głębszy oddech- I jeszcze jednego ledwo żywego, który mówi coś o kociętach. -Dobrze. Jeśli zobaczysz po drodze Korę wierzby, pomarańczowy kwiat, mniszka, wysoki żółty kwiat, lub pajęczyny powiedz proszę. -Jasne. Zatrzymywali się kilka razy by zdobyć potrzebne zioła, więc dotarcie na miejsce zajęło im trochę czasu. Gdy dotarli do nory Kasztanowa Łapa upadł wyczerpany na ziemię, nie miał już siły po ciężkim treningu i długim bieganiu. Jabłkowa Iskra wbiegła do środka i od razu zabrała się do pracy owijając opatrunek z nagietka pajęczyną wookół rany. Zbadała go i podała nasiona maku. Potem wzięła nieprzytomnego kota na grzbiet i wyszła z nim z nory. -Kasztanowa Łapo idź szukać kociaków ja biegnę do obozu!-krzyknęła i rzuciła się pędem przez las. Była jednym z najszybszych i najsilniejszych kotów w klanie. Kasztanowa Łapa wstał, wszedł do nory i wzdrygnął się mimowolnie. Oprucz krwi i ciał dostrzegł dziurę wyglądającą na tunel. Bez zastanowienia wszedł do środka by odszukać kociaki. Znalazł się w ciasnym ciemnym tunelu, był tak wąski że mógł wąsami wyczuć ściany. Szedł przez ciemności zastanawiając się czy wejście tutaj było dobrym pomysłem. Po chwili tunel się skończył a on wyszedł do przepięknej jaskini. Dziwne kryształy na ścianach odbijały promienie słoneczne wpadające przez otwór na suficie i tworzyły niesamowity wzór kolorowych smug światła. Pośrodku jaskini płyną mały strumyk zabarwiony tysiącem kolorów. Ten widok zapierał dech w piersiach, lecz Kasztanowa łapa nie zapomniał po co tu przyszedł. Musi uratować ten kociaki, może tak odkupi to że nie potrafił pomóc. Szedł rozglądając się dookoła gdy nagle poczuł szarpnięcia za ogon. Przerażony podskoczył i obrócił się wysuwając pazury, ale zobaczył tylko puszystą kulkę. Był to mały szary kociak z ciemniejszym pyszczkiem i uszami, a także bardzo jasnymi, prawie białymi tęczówkami -Czy widziałeś gdzieś moich rodziców?-odezwał się piskliwy głosik- Mama ma czarne futerko i oczy takie jak ja, a tatuś jest cały biały i ma taaaaki długi ogon. -Nie- Motyla noga! Co niby miałem powiedzieć? Tak widziałem ich, matka jest spłaszczona a ojciec też pewnie zaraz umrze i to przeze mnie!- panikował w myślach Kasztanowa Łapa. Postanowił więc zmienić temat -Czy masz może siostrę lub brata?- wypowiadanie tego słowa wciąż bolało -Tak! Są świetni! Chociaż Kori czasem jest wredny, a Albi wszystkiego się boi. Naprawdę. Nawet takich maleńkich pajączków! Jest jeszcze moja siostra bliźniaczka, ona jest trochę dziwna. Mówi że jest lordem ciemności i najpotężniejszym kotem na świecie! A to nieprawda, nawet ja mogę ją pokonać. A raz nawet- -Fajnie. Może porozmawiamy o tym później? Czy możesz mnie do nich zaprowadzić?- Powiedział kocur hamując się by nie powiedzieć nic niemiłego ani nie podnieść głosu. Kociaki potrafią być naprawdę irytujące-pomyślał- Ciekawe czy tak się czuje Lśniący Irys gdy wygłupiamy się z Naburmuszonął Łapą. -Jasne, choć za mną! Przez całą drogę musiał słuchać paplaniny kocurka, dowiedział się że nie ma on jeszcze imienia a także mnóstwo niepotrzebnych mu do życia faktów o nim i jego rodzeństwie. Chociaż w głębi duszy polubił kociaka, był na swój sposób uroczy, a w dodatku przypominał mu jego najlepszą przyjaciółkę. -To tutaj! Mama krzyknęła byśmy uciekali i się schowali kiedy zaatakował ją ten dziwny pies-zasmucił się na chwilę-Mam nadzieję że nic jej nie jest... W każdym razie chodźmy do środka. Weszli do szczeliny w skale. Było w niej prawie całkowicie ciemno, oprucz delikatnego światła dawanego przez dziwne grzyby. Nagle Kasztanowa Łapa poczuł potworny ból w uchu, a po chwili także przejechanie pazurami po jego grzbiecie. Strasznie bolało. -Kim jesteś?!- Krzykną gotowy chronić siebie i kociaka- Pokaż się!
!!UWAGA!! Odpis krwi i śmierci! Jeśli ci to przeszkadza zacznij czytać od drugiego akapitu! Mam wrażenie że ten rozdział wyszedł mi trochę słabiej niż poprzednie, ale przynajmniej jest dłuższy. Jak myślicie ojciec kociaków przeżyję czy nie? Prolog: https://scratch.mit.edu/projects/905664513/ Poprzednia część https://scratch.mit.edu/projects/906415715/ Następna część: https://scratch.mit.edu/projects/909362798/