Z cienia wyłoniły się jasnozielone oczy. -Jak śmiesz wchodzić na terytorium najdzielniejszego wojownika mroku?! - odezwał się tajemniczy kot- Teraz czeka cię- Ałaaa! -krzykną przerywając w połowie zdania. - czemu to zrobiłeś? - Po pierwsze to ja atakuje więc to ja przemawiam. Ty wszystko zepsułaś! A po drugie jestem najstarszy i ja tu żądze.-Kolejne oczy, tym razem białe tak jak kociaka wyłoniły się z mroku. -Kori czemu ty się zawsze tak rzadzisz?-odezwała się zielonooka kotka -No Właśnie!- dodał kociak towarzyszący Kasztanowej łapie- Ach właśnie ten brązowy kot koło mnie to Kasztanowa Łapa, powiedział że chce nas uratować.-powiedział uśmiechnięty kotek -Nie potrzebujemy ratunku- syknął najstarszy z trójki- Zwłaszcza od kogoś takiego jak ty! Wiemy co klanowe koty potrafią zrobić! Zostawiły na śmierć naszą matkę! Na szczęście jest najsilniejszą kotką na świecie i przeżyła. Więc nawet się do nas nie zbliżaj- powiedział wysuwając pazury. -A-ale Kori, może on wie co się stało z mamą.- odezwał się kolejny głos, był piskliwy i bardzo przestraszony- w dodatku nie chce nam nic zrobić- powiedział tym razem z przekonaniem. -Ugh w porządku mów co wiesz o naszych rodzicach! Kasztanowa Łapa znalazł się w bardzo niezręcznej sytuacji cztery koty czekały w napięciu na jego odpowiedź. Mimo że nie był najczulszym kotem w lesie, nie miał serca, ani odwagi zmiażdżyć nadziej iskrzące w ich oczach. -To na razie nie jest ważne! Musimy stąd wyjść bo zaczną się o nas martwić i przyślą wojowników by nas odszukali Wszyscy zgodziła się z tym co powiedział, chodź niektórzy mniej entuzjastycznie od innych. Tak więc cała piątka drobnych kotów przeszła wyszła z małej jaskini i znalazła się w jasnym świetle z kryształów. Kasztanowa łapa w końcu mógł bardziej się im przyjrzeć. Najstarszy z nich- Kori był czarnym kotem z białymi plamkami, wyglądającymi jakby ktoś obsypał go płatkami śniegu, miał też białe tęczówki dokladnie tak jak kociak którego Kasztanowa Łapa poznał pierwszego Potem był Albi, nieśmiały mały cały biały kotek z równie jasnymi oczami co jego starszy brat Potem dwójka najmłodszych kociaków, kotka i kocur obydwoje nie zostali jeszcze nazwani. Kotka była cała czarna z jedną białą plamką na tylnej łapie i toksyczno-zielonymi oczami, w odróżnieniu od jej rodzeństwa. A puszystego szarego kociaka z ciemniejszym pyszczkiem i uszami już znamy. Tak więc cała piątka młodych kotów ruszyła przed siebie. Kasztanowa Łapa gorączkowo zastanawiał się jak wyjdą na powierzchnie skoro tuż przy wyjściu leży ciało ich matki. Lecz nagle dostrzegł światło słoneczne. Pochodziło z sufitu lecz ściany były bardzo dobre do wspinania się. Odetchną z ulgą i szybko doskoczył do otworu trzymając w zębach dwa najmniejsze kociaki. Gdy odłożył je bezpiecznie na ziemię spojrzał przez otwór i spytał -Pomóc wam? -Nie, dzięki! Sam sobie poradzę -odparł Kori gramoląc się powoli po ścianie, już po chwili i on znalazł się na powierzchni. -Co z tobą Albi? Idziesz czy nie?- Spytała mała kotka brata -A-ale ja boję się wysokości -odpowiedział rumieniąc się biały kocur -Będzie dobrze! Nie pozwól swoim lękom cię kontrolować, musisz się wyrwać! Dasz radę-Powiedział Kasztanowa Łapa słowo w słowo cytując Nachmurzoną Łapę. Kocurek zamkną oczy i odetchną głęboko, po chwili z gracją wskoczył na jeden kamień, a potem drugi aż dotarł do dziury w ziemi. -I co nie było tak źle? -N-nie Kasztanowa Łapa powąchał dookoła i zbladł. -Chodzie za mną i nigdzie się nie oddajcie- wyszeptał- Jesteśmy na terytorium Klanu Orzecha- po jego słowach nastąpiła głucha cisza -Acha? I co z tego? Czym w ogóle jest klan orzecha, nie jesteś z niego?-Odezwał się nagle Kori- I czemu niby mamy się nie oddalać? Może jestem głody i chce sobie coś upolować?- denerwował się czarny kot -Niech ci będzie- westchnął Kasztanowa Łapa, wiedział że polowanie na terytorium wroga jest sprzeczne z kodeksem wojownika, ale przecież każdy kot ma obowiązek pomóc kociakom, a nie wiedział kiedy ostatnio jadły. -Czy ktoś z was umie polować?-spytał lecz odpowiedziała mu cisza-Okej Kori pilnuj ich by nie schodzili z tej polanki, ani nie wpadli do dziury czy coś, a ja idę coś upolować. Wszedł w las słysząc śpiew ptaka. Liście lekko szeleściły pod jego łapami, a chłodny wiatr owiewał mu futro, delikatnie schylił się na łapach i podszedł jak najbliżej drzewa na którym była jego ofiara. Gdy był lisi ogon od gałęzi, skoczył wybijając się z całych sił na tylnych łapach, wszystkie koty z klanu dyni umiały tak skakać a nawet jeszcze wyżej, były też dobre w wspinaniu się, bieganiu i maskowaniu. Kasztanowa łapa złapał ptaszka w zęby i zeskoczył z drzewa, nagle usłyszał szuranie w krzaku i powąchał go, gdy rozpoznał zapach westchnął zirytowany. -Albi co ty tu robisz? -P-przepraszam, chciałem zobaczyć jak polujesz,a to było niesamowite! Jak ty to zrobiłeś?-ekscytował się nieśmiały kocurek. Kasztanowa Łapa uśmiechną się do siebie i zaczą tłumaczyć kociakowi co i jak. -Co wy tu robicie?-Przerwał im nagle zdenerwowany głos.
Trochę dłużej mi to zajęło ale w końcu jest ;D Mam nadzieje że podoba wam się rozdział i nowe postacie, osobiście bardzo lubię całą czwórkę kociaków, mimo że każdy jest inny Prolog: https://scratch.mit.edu/projects/905664513/ Poprzednia część https://scratch.mit.edu/projects/907694201/ Następna część: https://scratch.mit.edu/projects/918844012/