-Co wy tu robicie?-Przerwał im nagle zdenerwowany głos. Futro na ogonie Kasztanowej Łapy zjeżyło się, a on staną zasłaniając Albiego gotowy do walki. Z krzaków wyszła powoli mała ruda kotka, miała bliznę na pysku i rozerwane ucho. -Ty.- wysyczała- Pamiętam cię. To przez ciebie mam te wszystkie blizny.-wściekła zaczęła podchodzić do ucznia. -Aaaa Zimna Łapo miło cię znów widzieć- zaśmiał się nerwowo. Ostatni raz kiedy widział kotkę był podczas bitwy między ich klanami, walczyli ze sobą, a Kasztanowa Łapa leciutko ją podrapał.- Przepraszam za te blizny. -Jestem Zimne Skrzydło po pierwsze- uśmiechnęła się dumnie- A po drugie przeprosiny nie przywrócą mojemu pyszczkowi dawnego piękna i jeszcze- Chciała mówić dalej lecz wtedy zobaczyła białą kulkę chowającą się za łapami kocura- Czy możesz mi wyjaśnić co ty tu tak właściwie robisz? Powinnam cię zaatakować! -I tak wiesz że przegrałabyś- uśmiechną się do niej Kasztanowa Łapa pokazując wszystkie zęby. -Ty- Jak śmiesz! W tej chwili mówisz mi czemu tu jesteś i co tu robi kociak! -Um... to dość długa chistoria, a ja muszę nakarmić tego właśnie kociaka i jego trójkę rodzeństwa, więc sama rozumiesz... -Dobra. Pomogę ci upolować odpowiednią ilość jedzenia i przy okazji zobaczę czy nie chcesz po prostu okraść naszego klanu, a potem masz mi opowiedzieć tą historię.-rozkazała kotka -Ugh niech ci będzie.- powiedział zakopując ciało które przed chwilą upolował. Upolowali jeszcze dwa króliki, a Albi przez cały czas przyglądał się dwóm zgranym i współpracującym kotom z gracją zabijającymi drobne stworzonka. Gdy wrócili na polanę zastali śpiącego Koriego i kociaka zakopującego kotkę. Kasztanowa Łapa westchnął tylko i powiedział że jeśli nie odkopią kotki w ciągu dziesięciu stuknięć serca sam pożre wszystkie zdobycze. Podziałało i po chwili cała szóstka kotów usiadła w kręgu na ziemi i dzieliła się jedzeniem. -Teraz opowiadaj!- Niecierpliwiła się Zimne Skrzydło -Tak tak jasne, no to znalazłem jaskinie z ogromnym martwym psem w środku- Kasztanowa Łapa postanowił przemilczeć cześć o spłaszczonych kotach- a w środku było przejście do tunelu, który prowadził do wielkiej pięknej jaskini, a tam spotkałem tą czwórkę rozrabiaków. Potem znaleźliśmy wyjście i doszliśmy tu. -Naprawdę długa i skomplikowana historia- stwierdziła sarkastycznie kotka- Ale chcesz powiedzieć że pod nami jest wielka jaskinia, którą można niezauważenie przejść na terytorium drugiego klanu? Musisz mi ją pokazać! Kocur zastanowił się. Nie pomyślał o tym wcześniej, przecież gdyby którykolwiek z wojowników o tym wiedział na pewno chciałby przeprowadzić atak z zaskoczenia! Nie może nikomu o tym powiedzieć! Zwłaszcza nikomu z innego klanu. -Kategorycznie nie, nigdy w życiu, nie nie i jeszcze raz nie -No prooosze- Zrobiła wielkie oczka by przekonać kocura- Nie ufasz mi? -W porządku- westchnął pokonany, sam nie wiedział dlaczego się zgodził, ale chciał pokazać przyjaciółce że jej ufa- Tylko błagam nikomu nie mów. -Oczywiście! -Dobra kociaki zanim wrócimy do mojego klanu zajrzymy jeszcze na chwilę do jaskini. -Po co? Ja chce się dowiedzieć co z rodzicami!- Oburzył się Kori -Ja też!- szary kociak zgodził się z bratem -No właśnie!- powiedzieli w tym samym momencie Albi i kotka -Och macie racje, a Jabłkowa Iskra może się o mnie martwić- przypomniał sobie uczeń.-Przepraszam Zimna Ła- Skrzydło ale musimy już iść. -No dobrze- zasmuciła się lekko- Ale muszę was odprowadzić do granicy by sprawdzić czy nie chcecie upolować naszej zwierzyny! Tak więc grupa kotów ruszyła w stronę Klanu Dyni, gry doszli do wrzosowego pagórka Zimne Skrzydło obróciła się by dokończyć polowanie -Ale na następnym zgromadzeniu masz mi powiedzieć gdzie się wchodzi do tej jaskini- Uśmiechnęła się- Do Zobaczenia Kasztanowa Łapo. -Dozobaczenia I teraz już piątka kotów znowu zaczęła iść. -Daleko jeszcze?- spytał mały szary kociak-Łapy mnie już bolą- narzekał -Nie jeszcze tylko kawałek- odpowiedział uczeń Znudzony kocurek westchnął i dalej przebierał łapkami -Och jaki ładny kwiatek- westchnął widząc pomarańczowe płatki- Wezmę go- uśmiechną się do siebie. -Uważaj, to morze być eee zabójcza paszcza!- ostrzegła go siostra- słyszałam że mogą pożreć kota w całości -Na prawdę?!- przeraził się kociak- To nie możliwe -Hehe tata mówił mi kiedyś że u jego dwunożnych było takich dwadzieścia! -Nie kłam! Nie ma takich kwiatów -Jeśli nie chcesz to mi nie wież ale jak cię ugryzie to nie moja wina- zaśmiała się czarna kotka -Kasztanowa Łapo powiedz jej że nie ma czegoś takiego jak zabójcza paszcza! -Może jest, nie wiem, nie jestem medykiem- prychną Kasztanowa Łapa -Kto to medyk? -Taki kot który leczy innych i rozmawia z klanem Gwiazdy.-powiedział zapominając że kociaki nie wiedzą nic o klanach -Co to Klan Gwiazdy?- spytał tym razem Albi -To koty które już nie żyją, teraz pomagają nam zsyłają przepowiednie. -Czyli to takie duchy? -Tak takie dobre duchy. -Widziałeś kiedyś jakiegoś?- spytała zaciekawiona kotka -Noo nie- odpowiedział zmieszany kocur -To skąd wiesz że istnieją?
Czy mam jakiś plan na tą książkę? Oczywiście że nie, dlatego piszę kiedy mam wenę (czyli bardzo rzadko) i przepraszam za to ^^" Btw jeśli macie jakiś pomysł który chcielibyście zobaczyć w tej książce to piszcie! Prolog: https://scratch.mit.edu/projects/905664513/ Poprzednia część: https://scratch.mit.edu/projects/909362798/ Następna część: https://scratch.mit.edu/projects/920243971/#comments-370057920