Pytanie kociaka krążyło mu po głowie, skąd wiedział że istnieje? Tak naprawdę nie wiedział, wierzył w to dlatego że wszyscy inni wierzyli, przecież juz jako kociak wysłuchiwał wielu opowieści o klanie Gwiazdy, on po prostu MUSIAŁ istnieć! Bo gdyby tak nie było okazałoby się że całe życie żył w kłamstwie. -Kasztanowa Łapo Czemu w to wierzył? Jeśli dłużej nad tym pomyśleć sama idea klanu gwiazdy brzmi śmiesznie. Umarłe koty pomagające tym żywym? Czemu miały by to robić? -Kasztanowa Łapo! Ale.. jeśli nie byłoby klanu gwiazdy to... co się dzieje po śmierci? A co jeśli już nigdy nie spotka tych których tak bardzo kochał? Łatwiej było po prostu wierzyć. Tak. To jest o wiele prostsze, ale czy lepsze? -KASZTANOWA ŁAPO!!! -T-tak? Co się stało?- spytał wyrwany z rozmyślań kocur -Odpłynąłeś na chwilę i nie reagowałeś gdy do ciebie mówiliśmy- powiedział lekko zmartwiony Kori -Martwiliśmy się o ciebie- dodał szary kociak -Przepraszam nie powinnam pytać! -Czy wszystko w porządku?- pisną Albi -Um co? Tak. Nic mi nie jest- westchnął Kasztanowa Łapa- Jestem tylko trochę rozkojarzony. Chodźcie nie możemy marnować czasu, musimy dotrzeć do obozu przed zachodem słońca I znowu ruszyli po miękkiej trawie usianej pomarańczowymi liśćmi, które spadły z drzew. Krajobraz pory opadających liści ma w sobie coś pięknego- pomyślał uczeń- Mimo że jest zimno i mało zwierzyny, to coś w tym widoku jest hipnotyzujące, pomarańczowy, czerwony, żółty, brązowy, wszystkie te kolory mieszały się na drzewach, tworząc harmonie barw. Światło przedostawało się przez szczeliny między gałęziami, oświetlając, kolorowy krajobraz, liście pod łapami chrupały zabawnie, a wietrzyk wiał przyjemnie ochładzając. Było tak spokojnie... -Daleko jeszcze? -Nie, nie, widzisz takie brązowe nad tym małym drzewkiem? Właśnie tam jest nasz obóz - Kasztanowa łapa zauważył że znowu zagubił się w myślach- dzieje się coś dziwnego, to do mnie nie podobne.- pomyślał, ale zignorował to i szedł dalej. Byli już bardzo blisko i zza drzew wyłoniła się duża chata, była pokryta roślinami i pajęczynami, lecz koty dorobiły kilka elementów. -Oto obóz Klanu Dyni!- przedstawił uroczyście Kasztanowa łapa -Wow! Ale wielki-zachwycał się kociak -Gdzie jest miejsce dla wodza tego miejsca? I co zrobić żeby nim zostać?- spytała podekscytowana kotka -Hej a nie mieliście być leśnym klanem? Czemu mieszkacie w domu dwunożnych?- Kori dopytywał -Uspokójcie się wszyscy! Najpierw musimy pójść do Złotej Gwiazdy, a potem odpowiem na wasze pytania. -Nie wejdę tam! A co jeśli to wszystko to jakaś połapka i chcesz nas zabić?!-warkną Kori -Gdybym chciał was zabić zrobiłbym to już dawno temu, a w dodatku to tam wiedzą co z waszymi rodzicami.-westchnął zirytowany uczeń-A teraz bądźcie cicho, wchodzimy do środka!- powiedział pukając w drzwiczki.- To nasz tajny kod, potem dowiecie się co on znaczy.- mówiąc to pchną plastik i wszedł do środka. Kociaki podążyły za nim stawiając kroki na miękkiej drewnianej po drodze, lekko skrzypiała pod łapami. Kociaki rozglądały się z podziwiem, a wszystkie napotkane koty zatrzymywały się gdy tylko ich zobaczyły. W końcu dotarli pod legowisko przywódcy znajdujące się przy najwyższej półce koło okna. -Złota Gwiazdo! Mam ważną sprawę!- krzykną uczeń -Hej Kori czemu oni wszyscy się na nas patrzą?- wyszeptał przestraszony Albi. -Nie wiem. Chyba mają mysie móżdżki . -Cicho bądźcie, Złota gwiazd idzie -szepnął Kasztanowa Łapa. I faktycznie po półce szedł dostojny kremowy kocur, całe jego ciało pokryte było bliznami co dodawało mu powagi. -Ale on straszny -szepnął szary kociak -Ciekawe jak można go pokonać- odszepnęła kotka -Witaj Kasztanowa Łapo- powiedział donośnym głosem przywódca- długo na ciebie czekaliśmy, powiedz mi kim jest ta czwórka kociaków i co wam tak długo zajęło?- spytał zaciekawiony Złota Gwiazda -Ach znalazłem je w jaskini, był tam długi tunel prowadzący aż do- zawahał się przez chwilę- prawie do Wrzosowego Pagórka, a musiałem jeszcze sam upolować dla nich wszystkich jedzenie- Czuł się źle okłamując przywódcę, lecz czuł że nie może mu powiedzieć- plus te kociaki są naprawdę niesforne- zaśmiał się niezręcznie Kasztanowa Łapa -Rozumiem, przyjmiemy te kociaki, do czasu aż ich ojciec wyzdrowieje.- Oświadczył zwracając się do całego klanu- A teraz macie jakieś pytania? -Czemu masz tak dużo blizn? Jesteś jakimś złoczyńcą?- spytał pierwszy najmniejszy z czwórki -Nie- powiedział starając się zachować powagę Złota Gwiazda, lecz uśmieszek zdradzał jak bardzo rozbawiony jest- Zyskałem je walcząc z innymi klanami. -Czy możemy zawalczyć na śmierć i życie, a jeśli wygram przejmę ten klan i będę rządzić całym światem, proszę?- spytała grzecznie kotka -Nie, nie sądzę- powiedział i wybuchną donośnym śmiechem- A czy ty masz jakieś pytanie, biały kociaku? -N-nie- powiedział szybko Albi przytłoczony, taką ilością uwagi. -Dobrze więc twoja kolej- przywódca wskazał na Koriego -Co z naszymi rodzicami?!
Prolog: https://scratch.mit.edu/projects/905664513/ Poprzednia część: https://scratch.mit.edu/projects/918844012/ Następna część: Ni ma jeszcze